Jeszcze lepiej!

18 gru

Bywało różnie, ale jest jeszcze lepiej.
Co z byciem dyrektorem galerii?
Moja przygoda skończyła się dość szybko i nie obyło się bez “bólu”. Nie będę wnikał w szczegóły, faktem jest, że dyrektorowanie się skończyło. Z czyjej winy? Oczywiście, że z mojej, szczerze przyznaję, że nie byłem gotowy na takie wyzwanie. Nawet karty mi to powiedziały, że to porażka, ale jeśli wyciągasz z czegoś wnioski, jeśli się czegoś nauczysz przy okazji, to już porażką tego nazwać nie można.
Na całe szczęście oprócz czasu nic więcej w ten biznes nie zainwestowałem.
Choć może, z innej strony patrząc, ten czas to nie znowu takie nic, to czas mojego życia.
Zanim przejdę do meritum, to powiem czego się nauczyłem w związku z opuszczeniem szeregów “comapny ltd”.
Od strony formalnej, to bycie dyrektorem jest super, nikt cię nie może zwolnić, bo wszyscy dyrektorowie są równi, a jeśli jesteś dyrektorem udziałowcem, to możesz sam się wyrzucić a zatrzymać udziały i kompania musi Ci płacić procenty od zysków nawet jak nic nie robisz, taki trick.
Aby wyrzucić się ze stanowiska, nawet nie trzeba nikogo informować, wystarczy wysłać odpowiedni formularz do Companies House w Londynie i to wszystko.
Przy okazji chciałbym podziękować ludziom z forum www.mojawyspa.co.uk, dzięki którym mogłem spać spokojnie, to bardzo pocieszające, że żyjąc w innym kraju, zawsze można liczyć na naszych rodaków, a jeszcze bardziej pocieszające jest to, że nasi rodacy tak świetnie się tutaj odnajdują.
Ale wrócę do czasu życia, którego dwa miesiące poświęciłem galerii. Nie zarobiłem przez te dwa miesiące ani pensa, a zainwestowałem mnóstwo energii i pomysłów, mnóstwo czasu, w którym mogłem robić coś innego. Czas jest bezcenny.
Wiecie co teraz sobie przypomniałem.
Ostatni dzień szkoły. Powrót do domu, zrzucenie z siebie sztywnego od krochmalu mundurka i bieg nad jezioro. Ta radość, ta najświeższa, ta zaraz po otrzymaniu świadectwa i smętnym przemówieniu nauczyciela o niebezpieczeństwach czyhających na nas w czas kanikuły, ta radość była najpiękniejsza. Ale potem, już podczas pluszczących zabaw, pośród pisków i harmidru, odczuwałem to, to coś z tyłu głowy, to coś co od potylicy jakąś niemrawą, czarną niteczką łączyło się z tym czymś zaraz pod sercem. Ta świadomość: wrzesień i tak nadejdzie.
Z każdym upływającym dniem wakacji ta niteczka pęczniała, aż na początku sierpnia zaczynała prawdziwie ciążyć, jakby nie patrzeć ostatni miesiąc wakacji się zaczynał, aby w środku miesiąca motyle zeszytów obsiadły serce i póki jeszcze nie zapisane i świeże cieszyły oko, ale czym bliżej chmurnych poniedziałków siódmej rano, tym brzydszym stawały się ciężarem. Do tej ostatniej niedzieli, do tego ostatniego dnia, w którym nieodwołalnie nastawał koniec. Bah… wrzesień przyszedł, zupełnie naturalnie, zwyczajnie przybywał w rydwanie złotych liści. Piękny zazwyczaj i ciepły i tym bardziej napawający smutkiem, bo przecież szkoła.
I ta niteczka ta żyłka przeczucia pulsująca od dnia zakończenia szkoły do dnia powrotu do niej, ta niteczka nie dawała mi nigdy spokoju.
Życie mija.
Ktoś śpiewał kiedyś taką piosenkę: “W życiu piękne są tylko chwile”, ktoś inny mówił: “wszystko co dobre zawsze się kończy”. Jakie to smutne gdy spotykam ludzi po urlopie i pytam jak było, a oni odpowiadają: super, ale czas wrócić do szarej rzeczywistości, jakie to smutne. Ta szara rzeczywistość.
I najsmutniejsze to, że jak tylko się ten urlop zaczął, to oni już wiedzieli, że będzie za krótki, i wiedzieli, że choć daremne to, to spróbują się naurlopować na zapas. Tak jak by się dało, tak jakby dało się najeść raz na zawsze, tak jakby dało się wyspać raz a dobrze. Nie da się. Stąd to rozczarowanie, stąd ta szara rzeczywistość. Stąd i smutek.
Jeśli zapytalibyście mnie, co myślę o tekście piosenki “W życiu piękne są tylko chwile…” to odpowiedziałbym: Oczywiście! Tylko chwile są piękne w życiu, bo poza tymi chwilami nie mamy nic więcej. Wiem, że wydźwięk tej piosenki jest nieco inny, mówi o tym, że tylko czasami możemy być szczęśliwi, ale czy jest tak naprawdę? Może Wam się tak wydawać, gdy w poniedziałek rano o 4.30 brzęczy nad uchem budzik i pora wstać do pracy. Tak, wtedy naprawdę można uwierzyć tym słowom. To co jest piękne w naszym życiu, zaczyna się w piątek o 16.oo a kończy w niedzielę o 22.00.
Mam jednak swoją interpretację. Jeśli chcecie to się z Wami nią podzielę, bo mnie ona dodaje otuchy, może i Wam pomoże.
Pewnie zauważyliście, że oprócz tego co dzieje się właśnie teraz nic innego nie istnieje. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości.
Nie możemy wrócić do wczoraj i nie przypalić zupy, nie możemy też dotrzeć do jutra i sprawdzić numerów totka. Każdy z nas to wie i każdy to rozumie, choć pewnie za bardzo się nad tym nie zastanawia.
Ja też nie poświęcałem temu zbyt wiele uwagi, do momentu, w którym nie zrozumiałem, że w życiu piękne są właśnie tylko chwile.
A że tylko mam tę chwilę obecną, tą tu i teraz, to niech ona będzie piękna i szczęśliwa, bo przecież, jeśli uczynię tę właśnie chwilę szczęśliwą, to i następna taka będzie. Postanowiłem więc być szczęśliwy teraz, bo co innego mi pozostało?
W czasie kiedy pracowałem w fabryce, kiedy codziennie wstawałem półprzytomny z łóżka o 4.30, było ciężko, bardzo ciężko odczuć piękno tejże właśnie chwili.
Pewnie powiecie, że upadłem na głowę i że to nie możliwe, żeby w takich warunkach, o 4.30 kiedy cały świat śpi, kiedy wiesz, że czeka cię mordercza harówka w zabójczym tempie, kiedy wiesz, że ten cały “burdel”, w którym pracujesz wysysa z ciebie ostatnie soki nie dając w zamian nic, kiedy to wszystko wiesz, jest zupełnie niemożliwym aby odnaleźć piękno.
A ja znalazłem na to patent. Dałem sobie w twarz. Wiecie za co? Za dramatyzowanie, za szukanie winy we wszystkim wkoło, za to, że sam sobie planowałem dzień w taki sposób.
O 4.30 jeszcze nie byłem w fabryce, o 4.30 jeszcze nie harowałem, o 4.30 jeszcze przeciągałem się w łóżku. Kazałem każdej myśli, która wybiegała zbyt naprzód, wypieprzać z mojej głowy. Naprawdę, mówiłem do samego siebie: dziękuję, że przyszłaś (to do myśli) i podzieliłaś się ze mną wizją dzisiejszego dnia, ale za przeproszeniem, zupełnie tego teraz nie potrzebuję i z łaski swojej wypieprzaj z mojej głowy.
Czy harówka w zabójczym tempie potem nie następowała, a owszem, następowała i fabryka w swoim zwyczaju wysysała soki ze mnie, ale o 4.30 nie należałem do tych nieszczęśników, którzy jeszcze przed robotą już w niej byli, jeszcze przed zrobieniem czegokolwiek już byli zmęczeni.
W odróżnieniu od innych, potrafiłem zorganizować sobie swój urlop codziennie. Na początku parę minut na dzień, potem więcej i więcej, aż do doszło do tego, że zrozumiałem, że można zupełnie inaczej.
I tak zaczęła się przygoda z biznesem.
I tak powstał ten post zatytułowany: Jeszcze lepiej. I powiem Wam jeszcze: będzie jeszcze lepiej.
Ale o tym następnym razem.
Na koniec zadam Wam pytanie, pochodzące z książki Larrego Willsona: Play To Win: Czy życie polega na tym, aby bezpiecznie dotrzeć do śmierci? I jeszcze jedno ode mnie: Czy życie jest po to aby w nim przetrwać, czy aby je przeżyć?
Miłego
Spokojnych Świąt
Tomasz Olszewski
—-> www.winylowo.com

Tagi: , , , , , , ,

A teraz tHe art Tree

1 paź

Nie przypuszczałem, choć o tym marzyłem.
Już ponad rok temu rozmawiałem ze swoim przyjacielem o takim rozwiązaniu. Wtedy nie miałem pojęcia jak to zrobić, ale marzenie stało się prawdą, rzeczywistością i jest to jedna z najwspanialszych rzeczy na świecie. Bycie właścicielem własnego biznesu. W przypadku galerii (www.the-art-tree.com),
wspólnikiem, ale liczy się to, że i tak nie mam szefa nad sobą, a wszelkie decyzje podejmuję z moją wspólniczką przyjaciółką Izabelą.

Jak do tego doszło?
Bo to jest ciekawa historia.
Izabela zaprosiła nas (mnie i moją żonę) na wieczór promocyjny jej najnowszej płyty (www.inspirition.me.uk).
Zjawiliśmy się trochę wcześniej, bo jak mawia T.Harv Eker, nieudacznicy się spóźniają, ludzie porządni są na czas, a ludzie sukcesu są zawsze wcześniej, i my byliśmy wcześniej.

Akurat w tym przypadku nie zaszkodziłoby być i później, bo z zaproszonych przybyliśmy tylko my.

Cóż za niefart, wieczór promocyjny, w pięknym ogrodzie, poczęstunek, wszystko przygotowane jak należy i z wielkim rozmachem, a nie przyszedł nikt.

Do późna rozmawialiśmy z Izabelą, zagryzając pyszne francuskie sery i popijając sokiem z rabarbaru. Rozmowom nie byłoby końca, gdyby nie nastał chłód i noc.

Posprzątaliśmy, zapakowaliśmy się do samochodów i każdy ruszył w swoją stronę.
Nie miałem pojęcia, że moja przyszła wspólniczka, rozważa zamknięcie galerii, nie widziała dla niej przyszłości w takim kształcie w jakim była. Nasz spotkanie tchnęło w nią nowe siły i nowe wizje.
Dwa dni później, zadzwoniła do mnie z propozycją współtworzenia galerii, na odpowiednim oczywiście procencie. Bo nie chodzi o to żeby inwestować w rzeczy, które kocha się robić, ale o to by rzeczy, które kochamy robić dawały nam taki zarobek, żebyśmy nie musieli robić tych rzeczy, których nie lubimy robić.

I tak oto, nie inwestując ani grosza, stałem się współwłaścicielem dobrze prosperującej galerii, z świetlaną przyszłością.

Cóż za radość, cóż za doświadczenie.

Wszystko dzieje się tak szybko, zmienia coraz szybciej. Marzenia realizują się jedno po drugim, wystarczy klarowna wizja, wystarczy wiedzieć czego się chce i to spływa z wszystkimi łaskami wszechświata do mojego życia.

Znów cytując klasyka, jeśli się nie rozwijasz umierasz. I jest w tym prawda, bolesna prawda. Bo nie można nazwać życiem tego, co było wcześniej. Jestem wdzięczny za doświadczenia w fabrykach, na budowach, za trud i pot, za wyczerpanie i marne wynagrodzenie, jestem za to niezmiernie wdzięczny. Dzięki temu umiem docenić to co mam w tej chwili, dzięki temu podjąłem decyzję, że już nigdy w życiu nie będę pracował dla innych, nigdy nie podpiszę umowy o pracę, nigdy więcej etatu.

Tą decyzją uwolniłem się od strachu, uwolniłem się od lęku przed odpowiedzialnością. Większość ludzi jakich znam, boi się opuścić swoją “comfort zone” jak mawiają Anglicy, strefę bezpieczeństwa. 200 funtów na tydzień, to jest pewne i więcej nie trzeba nic. Po co się ruszać. Przecież można nawet to stracić. Czy ja się boję, że mogę wszystko stracić? Czy nie obawiam się, że przecież jakiegoś dnia może się przestać sprzedawać? Tak, mam takie myśli, ale nie pozwalam aby mną rządziły, zbyt długo tolerowałem dyktat lęków. Teraz czuję się naprawdę wolny.

Mnie zawsze chciało się czegoś więcej niż spędzenia życia w fabryce, choć i tam mógłbym zajść wysoko, ale mnie nie o to chodzi, najwyżej zajdę realizując swoje marzenia i pomagając przy tym innym. Najlepsze wyniki osiągnę słuchając swoich pragnień, poznając swoją “misję” i realizując ją.

Wielu ludzi czasami pyta mnie o radę, co zrobić? Jak się wyrwać z tego diabelskiego młyna, bo przecież nawet pracując na etacie nie są spokojni, bo i jak, przecież firma może upaść, przecież może się przestać sprzedawać. To jest w tym wszystkim najśmieszniejsze, ze ta “comfort zone” nie jest wcale comfort. To tylko złudzenie, że “permament contract” (umowa na stałe), jest na zawsze.
Pytając więc o radę, co robić?
Moja odpowiedź jest prosta, znajdź to co kochasz robić i tych, którzy ci za to zapłacą.
Najpierw słyszę śmiech, a potem, to jednak trzeba coś robić?
Tak, odpowiadam, na początku trzeba robić więcej niż na etacie, więcej i ciężej pracować, wszystko mieć pod kontrolą, wydatki, przychody, podatki, ubezpieczenia, pożyczki, rachunki, zamówienia, wysyłki, opakowania, reklamę, kontakt z klientami itd, itd. Ale z dnia na dzień, te wszystkie zajęcia stają się codziennością,nic nie przeraża, każde działanie jest klarownie przemyślane i nie może zawieść.
Najczęściej gdy ludzie słyszą taką odpowiedź, odwracają się na pięcie z uczuciem ulgi, że mają swój kontrakt na stałe, że ich jedynym zmartwieniem jest odbicie się o 6 rano i 6 po południu.
Nim odejdą, dorzucam im jeszcze, za kilka lat, będziesz zadawał to samo pytanie, a ja będę żył z mojego pasywnego dochodu, nie martwiąc się o finanse do końca swojego życia.

Galeria zatem. Co było rok temu? Paliłem nerwowo papierosy za piętnaście szósta na fabrycznej palarni. Teraz, spędzam miło czas w przepięknej galerii, codziennie spotykając wspaniałych, twórczych ludzi, którzy mnie inspirują i pomagają się dalej rozwijać. No i nie palę!

Czy było warto zaryzykować? Myślę, że nie muszę wam odpowiadać na to pytanie.

A co będzie za kolejny rok? Nie martwcie się, mam już plany :)

Pozdrawiam

Tagi: , , , , ,

Jest dobrze a będzie jeszcze lepiej.

20 lip

Gdzie teraz jesteś?
Nie chodzi mi o miejsce.
Pytam, gdzie teraz jesteś, w jakim punkcie swojego życia?
Jeśli odpowiedź brzmi:
- W tym samym co wczoraj.
To powiem Ci, nie jest dobrze, ale jeśli odpowiedź brzmi w tym samym miejscu co rok temu, to jest źle.
Ktoś mądry powiedział, jak się nie rozwijasz, to umierasz.
Czy to jest prawda?
Od strony biologicznej ponoć tak, mięśnie nie używane zanikają, tak ponoć jest.
A jak jest z duszą?
Czy nieużywana zanika?
A co z miłością, czy bezpotrzebna wyparowuje?
Całe szczęście ani miłość, ani dusza nie podlegają prawom biologii, nie mogą zaniknąć, zniknąć, wyparować, nic z tych rzeczy.
Kiedyś usłyszałem od jakiegoś mędrca, że, nie da się ciemnością zmącić światła, ale światłem można rozjaśnić każdą ciemność.
Nawet jeśli położyliśmy naszą miłość i naszą duszę spać, to wystarczy małe pstryk i oto nastaje jasność i wszelki mrok znika.
Taaaa……….. Jasneeeeee………
No nie dziwię się, że tak mówisz.
Zrobić to małe pstryk, nie jest łatwo.
Bo co to oznacza?
Zrobić pstryk i rozpalić w sobie miłość, do siebie, do innych, do życia, tak łatwo się mówi. Ale jak to zrobić, co to znaczy?
Zadawałem sobie to pytanie wiele razy aż znalazłem odpowiedź, przyszła do mnie pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie i z radością obwieściła mi, że aby zrobić pstryk wystarczy zrobić to co się chce.
Też nie rozumiałem na początku. Co to znaczy, robić co się chce?
Czy to oznacza, że mogę wyjść na ulicę i dać w gębę każdemu kto się mi nie podoba?
Wiedziałem, że nie o takie “róbta co chceta” chodzi.
Przyszła do mnie odpowiedź, bardzo prosta, ale dopiero po jakimś czasie okazało się, że niesie ze sobą mnóstwo “kłopotów”.
Bo czego tak naprawdę chciałem? Oto jest pytanie. Ostatnio spotkałem na ulicy koleżankę, myślę, że w tej chwili jest na etapie szukania tego czego chce. Bardzo dobrze wie czego nie chce, i dlatego odeszła z pracy. To jest odwaga. Odwagi potrzeba by opuścić to czego się nie chce, dużej odwagi aby opuścić to czego się nie chce, nie wiedząc za bardzo czego się chce.
Zauważyliście, że ludzie agresywni mają dużo okazji do agresji, ludzie weseli mają dużo okazji do śmiechu, a ludzie ponurzy dużo smutku? To czego nie chcesz tak samo pojawia się w Twoim życiu tak jak to czego chcesz. Nauczono nas jak unikać tego czego nie chcemy, nie chcemy być chorzy, nie chcemy być biedni, nie chcemy być samotni, nie chcemy żeby popsuł się nam samochód, nie chcemy żeby nam go ukradli. Ale czy to nam kiedykolwiek pomogło. Dlaczego, pytam, dlaczego nigdy nikt nie nauczył nas chcieć być zdrowym, szczęśliwym, bogatym???
Nie znam odpowiedzi, ale wiem, że czym bardziej się koncentrujesz na tym, czego chcesz a nie na tym czego nie chcesz, masz więcej tego czego chcesz, anie tego czego nie chcesz.
Jak to powiedział kiedyś mój przyjaciel: “Przecież aby nakręcić zły film, trzeba poświęcić tyle samo pracy jak przy kręceniu dobrego filmu”. Tak samo jest w życiu. Aby życie przeżyć dobrze potrzeba tyle samo wysiłku co do tego aby je zmarnować.
Zapytam Cię o coś:
- Powiedz mi, czy jeśli dałbym CI gwarancję, że pracując przez następne 7 lat bardzo ciężko, nawet po 18 godzin na dobę, że po tych 7 latach już nigdy więcej nie musiałbyś pracować, to czy byś się zgodził lub zgodziła?
Poświęcisz 7 lat i będziesz wolny. Czy byłbyś w stanie to zrobić?
Gdybyś mi zadał to pytanie rok temu kazałbym Ci się stuknąć w głowę.
Dziś? Mnie zostało już tylko 6 lat.
W jakim punkcie mojego życia teraz jestem?
W innym niż wczoraj.
Codziennie staję się lepszy i lepszy i lepszy, coraz lepszy. Czy ta lepszość ma granice?
A czy ma granice wszechświat?
Ponoć ma, tyle, ze nie da się ich opisać ani zmierzyć, czyli nie ma.
Wiem, co myślisz: fajnie gadasz chłopaku, ale wiesz jak ciężko jest w życiu, trzeba zarabiać na chleb, trzeba utrzymać rodzinę, masz dzieci? Nie! To co ty wiesz, że tak gadasz. Życie to koszmar! Ta sama robota od rana do nocy, ciągle to samo, ciągle zagonieni, bez przerwy zmęczeni, co ty wiesz!
Ano wiem, mój drogi adwersarzu.
Ponad rok temu napadła mnie taka myśl: przecież to tak do cholery nie może być, że jest tylko to i nic więcej. Mówiąc “tylko to” miałem na myśli pracę w fabryce. Dwa lata temu byłem zadowolony po pachy z tej pracy.
Zarabiałem pięć razy więcej niż w Polsce, to nic że poniżej moich kwalifikacji, to nie szkodziło. Jak doszło do tego, że w ciągu roku, to co było dla mnie wszystkim stało się niczym, gorzej, ciężarem.
W pewnym momencie życia, ktoś mi podsunął myśl, że ciężko i z zapałem, mogę pracować dla siebie, a nie dla innych. Był to fryzjer moje żony.
Od tamtej chwili zacząłem się usilnie zastanawiać, co mogę robić, żeby robić to dla siebie i żeby przynosiło to pieniądze.
Koleżanka, o której już wcześniej wspomniałem, powiedziała mi tak: “Znajdź to co chcesz robić i kogoś kto Ci za to zapłaci.” Najlepsza rada jaką kiedykolwiek słyszałem, weź ja sobie do serca, nawet jeśli jeszcze nie wiesz, co chcesz robić, to na pewno zastanawiając się nad tym, prędzej dojdziesz do celu niż się nad tym nie zastanawiając.
Z perspektywy robotnika, zagonionego w kierat przez rachunki i kredyty życie może wydawać się nieznośne, widmo niespłaconych rat czy zaległych rachunków, biedy i głodu, jest skutecznym batem, który co rano o godzinie piątej wygania Cię z łóżka.
Ale co Ci szkodzi pomarzyć.
Od tego się nie wykręcisz, codziennie możesz nie mieć czasu (lub tak Ci się wydaje), na przebiegnięcie mili, na ugotowanie dobrego pożywnego obiadu, na porozmawianie z dziećmi, z żoną, na spacer, ale na chwilę marzeń, na to zawsze jest czas.
Może nawet boisz się marzeń, bo stawiają Cię w jeszcze bardziej niekomfortowej sytuacji, jaskrawiej widzisz gdzie jesteś a gdzie chcesz być, a to ci się bardzo nie podoba, ten dysonans sprawia, że czujesz się jeszcze gorzej.
Myślisz, że nie jest możliwe, aby to o czym marzysz się ziściło, bo przecież jest tak źle.
Pewnego doradzę personalnego zapytano w telewizyjnym wywiadzie, czy proponowane przez niego pozytywne deklaracje działają? Prowadzący sugerował, ze jest to pic na wodę, ale doradca spojrzał na niego i zapytał: Czy byłbyś w stanie codziennie mówić sobie rano, przy goleniu, przed lustrem, do siebie tak: jesteś patałach, jesteś gnój, jesteś osioł, jesteś dureń? Czy mógłbyś tak sobie mówić?
Prezenter bezzwłocznie zaprzeczył. Nie mógłby mówić sobie takich rzeczy. Dlaczego? – zapytał doradca. Bo one mogły by stać się rzeczywistością, odparł prezenter.
Tak, to co sobie mówimy staje się naszym światem. Dlatego ludzie agresywni otoczeni są agresją i widzą i czują ją wszędzie, bo agresja wypełnia ich i z nich wypływa na świat, nie na odwrót. Ludzie weseli i optymistyczni przyciągaj do siebie podobnych ludzi, dlatego w koło nich pełno jest śmiechu i zabawy.
A Ty o czym marzysz.
Niedawno rozmawiałem ze swoją znajomą, ma odpowiedzialną pracę w telewizji, zapytałem ją, co chciałabyś robić? Piec ciasteczka, odpowiedziała. I nie żartowała. Kto z was zamienił by pracę w telewizji, gdzie można spotykać tych wszystkich sławnych i pięknych ludzi, na pracę w cukierni? Przecież to marzenie, to tak ciężko się dostać, to takie ekscytujące. Jane, pewnie, że tak, ale jeśli ktoś chce mieć cukiernię, a pracuje w telewizji, to wizja cukierni jest o wiele bardziej pociągająca niż telewizja.
Wolisz więc męczyć się z tym czego nie chcesz, czy chesz popracować z tym czego chcesz?
To wszystko zależy od Ciebie.
Moja znajoma od ciasteczek mówi, że brakuje jej odwagi. Nie ukrywam, że jest potrzebna.
Swój pierwszy interes zacząłem ponad rok temu, dziś mam ich kilka, mniejszych i większych, niektóre w fazie projektu i rodzą się kolejne. Czy od tamtego czasu stałem się bardziej odważny? Można to tak ująć, ale ja, zwyczajnie wiem czego chcę. Czy się obawiam? Tak, czasami tak, ale nie pozwalam tym obawom zdominować mojego życia, działam mimo tego.
Jeśli dobrze wiecie czego chcecie, to gwarantuję Wam, że jeśli wykonacie pierwszy krok, reszta potoczy się lawinowo, i za jakiś czas sami nie będziecie mogli uwierzyć w to, że kiedyś było inaczej.

Wolność bez dyscypliny może zabić

27 kwi

młodość, przyjaźń, miłość


Tytuł zaczerpnąłem z poprzedniego wpisu. Wyłowił go mój przyjaciel. Bardzo mu się to stwierdzenie spodobało i za to jestem mu wdzięczny, bo przecież sławne cytaty nie są sławne dlatego, że powiedział je ktoś znany, a dlatego, że ktoś je powtórzył. Dlaczego mojemu przyjacielowi spodobało się to zdanie?
Może dlatego, że jak sam mówi, ma problem z dyscypliną w swoim życiu. A może dlatego, że problem z dyscypliną nie jest problemem z dyscypliną, a raczej z brakiem marzeń. Co ma jedno z drugim, o tym za chwilę, a teraz do rzeczy.
Jakiś czas temu opuściłem mury fabryki, w której spędziłem kilka lat. Nie było to wymarzone miejsce pracy, o nie. Prawdę powiedziawszy nie życzę takiej pracy nawet wrogowi. Jak tam wytrwałem? Dzięki ludziom. Poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, ludzi z całego świata i za to jestem wdzięczny. Dzięki tej fabryce mam przyjaciół w Nepalu, Tajlandii, Niemczech, na Słowacji, Ukrainie, Litwie, Łotwie. Aby wymienić tylko kilka. Tak, ale praca w fabryce to przede wszystkim monotonia. Ośmiogodzinne wykonywanie tej samej czynności może zabić, przynajmniej mentalnie. Człowiek z natury jest kreatywny, z natury potrzebuje urozmaicenia, monotonia to agonia, jak rekin, człowiek musi pływać w morzu kreacji, inaczej umiera. Dlatego większość z nas, pracujących w fabryce dłuższy czas, zachowywała się jak roboty. Mechaniczne uśmiechy, mechaniczne ruchy, mechaniczne gesty i maniery. Ale za to była dyscyplina.
Pobudka o 4.30.
Spacer z psem o 4.45.
Śniadanie o 5.00
Wyjazd do pracy o 5.30.
Powrót z pracy ok 15.00.
Spacer z psem i zakupy o 15.30.
Obiad o 16.30.
Dodatkowa praca o 18.00 – 22.00.
Prysznic o 22.30.
Spanie o 23.00.
Tak wyglądał, mniej więcej mój dzień.
Pięć dni w tygodniu jak jeden dzień. Identyczne. Czasami urozmaicone wyjazdem do weterynarza na wizytę kontrolną psiaka lub kociaka.
Ale dyscyplina była. Gdy nadchodził weekend nie trudno było o dyscyplinę, przecież tyle rzeczy trzeba zrobić. A i jeszcze odpocząć. Nawał zajęć i chęci dyscyplinował samoistnie. I tak nie było szans na wykonanie planu. Więc dyscyplina spadała na mnie z dobrodziejstwem krótkiego weekendu. Bo co można zrobić w dwa dni?
No ale czas tej dyscypliny narzuconej już się skończył. Teraz już nikt mi nie mówi, co mam robić, jak mam robić i co mam robić.
Przez pierwsze kilka tygodni miałem prawdziwy rozgardiasz w życiu. Jak się tu zorganizować, co jest najważniejsze, jak sobie poradzić, co najpierw załatwić? To były pytania, które powodowały u mnie depresję.
Przez kilka ostatnich lat marzyłem o tym aby być sam sobie szefem i w końcu kiedy to się stało, zrozumiałem, że nie mam pojęcia jak być szefem, jak samemu sobie organizować czas. Wychodzi na to, że w swoich podaniach o pracę zwyczajnie kłamałem: “umiem sam zorganizować sobie pracę.” Czyste kłamstwo. Jak mogłem to niby umieć, skoro jeśli tylko nadarzyła się okazja aby to sprawdzić, najnormalniej w świecie spanikowałem.
Dopiero od kilku dni cieszę się jako takim spokojem. Jak wybrnąłem z tej trudnej sytuacji?
Po prostu zacząłem planować.
Znawcy tematu wiedzą, że plan to jest podstawa każdego działania. Nic co nie jest zaplanowane nie może się udać. Oczywiście jak zawsze są od tego wyjątki, ale liczenie na łut szczęścia przez całe życie może ciężko okaleczyć.
Ale jak się planuje? Skąd ja miałem to wiedzieć.
Dla ułatwienia więc, żeby się nie przemęczać, po prostu planowałem w sposób krótkoterminowy np.: jeśli skończę to, to zabiorę się za tamto. I to pomogło, małymi kroczkami wyjść z ślepego zaułka zwanego zwątpieniem.
Wraz z wolnością przychodzi odpowiedzialność, a to jest coś czego nigdy nie lubiłem. Gdy przychodziło do wykazywania się, to starałem się uciec, a jak się nie dało, to jakoś zrzucić obowiązek na kogoś innego. Nie lubiłem odpowiedzialności. Teraz patrzę na to inaczej. Odpowiedzialność to zaleta wolności, jestem wolny więc nic mnie nie ogranicza, więc mogę robić to co chcę robić, biorąc za to całą odpowiedzialność. Żeby jednak ta odpowiedzialność była energią kreującą a nie druzgocąca, potrzebna jest dyscyplina, plan. Dlaczego bać się być odpowiedzialnym za coś, co chce się zrobić i to zrobić jak najlepiej. Strach przed odpowiedzialnością w tym wypadku nie jest niczym innym jak brakiem wiary w siebie, w to, że nie jesteśmy nauczeni osiągania swoich celów, inaczej mówiąc: nie jesteśmy nauczeniu jak osiągać sukcesy.
No, ale jak to mój przyjaciel zauważył, jak być zdyscyplinowanym, jeśli nikt, nigdy nas tego nie nauczył?
To jest bardzo dobre pytanie.
W trakcie naszej rozmowy na ten temat, doszliśmy do pewnych wniosków, mianowicie: aby umieć się samemu zdyscyplinować, potrzebny jest cel – marzenie innymi słowy.
Oczywiście marzenie nie może być błahe, jak na przykład wyjazd w góry albo nowe lambo (no, może lambo już lepiej niż w góry, ale w sumie niewiele trudniejsze do zrealizowania, wymaga tylko trochę większego nakładu pieniężnego, co prędzej czy później może stać się faktem). Dlaczego marzenie nie może być błahe?
Bo jak to ujął mój przyjaciel, po ich spełnieniu nie czuł się szczęśliwy. Jak mówił poeta, nie mam pojęcia który: “Pamiętaj, że najważniejsza jest droga do Itaki, bo Itaka? cóż? Itaka może rozczarować.” Innymi słowy:ważniejsze jest to co po drodze niż sam cel. Weźmy na przykład wyjazd w góry, na weekned. Powiedzmy, że będzie kosztować tysiąc złotych. Ty zarabiasz dwa tysiące złotych na miesiąc, Twój koszt utrzymania to tysiąc złotych, więc na dobrą sprawę za dwa miesiące możesz jechać na weekend w góry. Co może wydarzyć się po drodze? Niewiele, prawda? Po prostu zostawiasz trochę gotówki w skarpecie i tyle, żadnego procesu kreacji. Sprawa ma się lepiej z lambo, bo to jednak trochę grubszy grosz, ale w sumie takie pieniądze można zarobić dość szybko np. na giełdzie. Tutaj już jest trochę lepiej, bo przynajmniej poznamy np. tajniki giełdy, poznamy ludzi, którzy się tym zajmują i w sumie, może sami się tym zajmiemy zawodowo, pójdziemy na jakieś studia, założymy własną firmę brokerską, no to już brzmi lepiej. Podsumowując, marzenie do zrealizowania w pięć do dziesięciu lat. Ale czy za pięć, dziesięć lat, dalej będziesz chciał mieć lambo? Możliwe, że nie.
Dlatego dobrze jest mieć marzenie, prawie niemożliwe do zrealizowania, zaznaczam, prawie. Dlaczego? Bo to marzenie będzie motorem wszystkich działań w twoim życiu.
Chcesz dużo osiągnąć, musisz mieć duże marzenia. Przywołując innego klasyka: “Nie ustrzelisz gwiazd, ale może trafisz księżyc”. A co może ustrzelić człowiek bez marzeń? Nawet nie sięgnie sufitu w swojej sypialni.
Powiedzieć wam o czym ja marzę?
Oczywiście marzeń mam tysiące, ale jednym z nich jest to żeby z moją żoną otworzyć wielkie międzynarodowe centrum terapii naturalnej Reiki, inne aby z moim przyjacielem kręcić filmy tak ambitne jak Fellini i tak kasowe jak Avatar, jeszcze innym jest lot na księżyc własnym wahadłowcem.
Takie marzenia wymuszają na mnie dyscyplinę, no chyba, że cię przygniotą swoim ciężarem. Ale jeśli jesteś w stanie unieść własne marzenia, jeśli w marzeniu się nie ograniczasz, to co ciebie może powstrzymać przed ich realizacją? Mówisz: lot na księżyc – nie możliwe! I tym się różnimy, bo dla mnie jest to możliwe, obojętnie czy polecę czy nie, po co mam się ograniczać.
Przez wiele lat mojego życia nauczono mnie fałszywej skromności, nie wychylania się przed szereg, pokazano jak lepiej być niewidzialnym, jak być szarakiem. Jak mawiają Rosjanie “cisze budziesz dalsze jedziesz” (czym będziesz ciszej, tym dalej zajedziesz). Jasne, że może i jest to prawda, ale czyja to jest prawda? Na pewno nie moja.
Człowiek, który marzy nie jest z tyłu, nie jest cicho. Mój przyjaciel, podczas naszej dzisiejszej rozmowy powiedział coś takiego: Człowiek z talentami ale bez dyscypliny, to dekadent. Ja dodałem, że człowiek z dyscypliną ale bez talentów to żołnierz. Jak widać, można i z marzeniami sobie nie poradzić, ale prędzej chęć osiągnięcia celu, spełnienia marzenia nas zdyscyplinuje niż pokona wielkość marzenia. Dlatego tak ważne jest by dobrze zdać sobie sprawę z tego, czego się chce. Znałem takich, których marzenia doprowadziły białą ścieżką na tamten świat, nie unieśli ciężaru własnych imaginacji. Jak się to stało?
Najnormalniej w świecie, bardzo mocno pragnęli, ale nie tego czego pragnęli. Słuchali głosów, ale nie tych co trzeba. Jeśli dotrzesz do źródła swoich pragnień, zrozumiesz, że nie ma za dużych marzeń, za wielkich zadań. Znów cytując klasyka: Nie ludzie zawodzą, a plany.
Więc jeśli coś poszło nie tak, to nie Twoja wina, znaczy potrzebny inny plan.
Bo żeby być wolnym trzeba walczyć, żeby marzyć trzeba walczyć, żeby się zdyscyplinować, trzeba walczyć – i ta walka rozgrywa się nie gdzie indziej jak w nas samych.
Pozdrawiam.

Nie pracuję dla innych – dla siebie pracuję

27 kwi

szczęście, miłość, zdrowie, obfitość

Półtora roku temu byłem z żoną u fryzjera.

Szukaliśmy innej pracy, bo ta w fabryce nie bardzo nam odpowiadała.

Zapytałem Jasona (ów fryzjer nosił takie imię), czy nie zna jakiegoś farmera, który potrzebuje ludzi do pracy.

Umiemy pracować solidnie i uczciwie, a przede wszystkim ciężko.

- A dlaczego nie chcesz pracować ciężko, solidnie i uczciwie dla siebie zapytał Jason?

No właśnie?

Dlaczego nie chcesz uczciwe, solidnie i wcale nie ciężko, ale wytrwale pracować dla siebie?

Musiałem zmierzyć się z tym pytaniem.

W tej chwili prowadzę kilka interesów.

Od kilku tygodni w ogóle już nie pracuję etatowo.

Czy zarabiam kokosy?

Jeszcze nie.

Ale czy możesz pozwolić sobie na luksus wstawania o 9 rano, spacer z psem, porządne śniadanie, medytację i dopiero zabranie się do pracy?

Czy możesz pozwolić sobie na krótką drzemkę po obiedzie?

Czy możesz stwierdzić, dziś odpoczywam, nie tłumacząc się z tego nikomu?

Ja mogę, doprowadziłem swoje życie do takiego punktu, w którym mogę sobie pozwolić na luksus bycia wolnym.

Wolność jednak, to bardzo duża odpowiedzialność. Bez dyscypliny może zabić.

Ale i tak warto podjąć to ryzyko wyjścia ze strefy komfortowej.

Jak powiedział Osho “Można medytować na furmance, ale o ile przyjemniej medytuje się w Rolls-Royce’ie”.

Można miło spędzić życie pracują w fabryce, ale o ile milej można żyć pracując w swoim biurze na Bahamach?

Pozdrawiam

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 1 200 other followers